Opinie melomanów



Sześć recitali chopinowskich, które zagrał podczas swego tournee po Polsce Miroslav Kultyshev, pozostawiło po sobie niezapomniane wrażenia nie tylko na krytykach i profesjonalnych odbiorcach muzyki genialnego kompozytora, ale przede wszystkim na niezliczonych melomanach, którzy swe wrażenia opisywali na internetowych forach.
Poniżej przytaczamy fragmenty:

"Koncert zaskoczył mnie podwójnie. Po pierwsze: jak oto, w miarę kolejnych utworów, z bardzo zamkniętego w sobie, skupionego „analizujacego naukowca” artysta przeobraża się we wrażliwego poetę, ariela fortepianu, jak zmienia paletę blasków i kolorów, jak szlachetnie dobiera ich barwę do fraz utworu i… fluidów z publiczności. I po drugie: jakimż różnym człowiekiem był ten, który siedział przed fortepianem, a który po koncercie bardzo sympatycznie i wesoło rozmawiał ze swoimi fanami.
Słuchając na sali Mirosława odniosłem wrażenie, ze wszystkie grane przez niego utwory były natchnione prawdziwą rosyjską melancholią i słowiańską duszą. Zero pozerstwa, nic z wyrachowania. Może tylko pierwsza, barkarola Fis-Dur, zagrana jakby z pośpiechem i zadyszką (pierwsze dźwięki rozbrzmiały zanim Artysta całkiem usadowił się na fotelu) - odbijała się od wieczorowej aury swoim nazbyt suchym dźwiękiem, ale z drugiej strony, wprowadziła piękny kontrast dla elegancko wysubtelnionych mazurków op. 24 i dalszej części Koncertu.
Oczywiście, wszystkie utwory tego wieczoru zasługiwały na wieniec laurowy, ale szczególnie przypadły mi do gustu te, które zabrzmiały po przerwie. Oto poeta Mirosław zaprzestaje recytacji swych wierszy i na oczach publiczności kreuje je na nowo. Mazurki opus 30, sonata h-moll – to już nie dzieła, w jego wykonaniu, to traktaty filozoficzne przepełnione duszą i sercem artysty. Słuchając cz. III sonaty po raz pierwszy na „ośnieżonych szczytach Alp” (largo sostenuto) dostrzegłem staczające się lawiny i pomruk nocnych burz.
Po zakończonym burzliwymi oklaskami Koncercie - bisy artysty (w ilości sztuk 6) same w sobie mogłyby służyć za oddzielny Koncert wieczoru. To był jeszcze inny Mirosław, niż ten słuchany sprzed chwil. To był czarodziej, który umiejętnie dozował wzruszenie, przeplatając je słowiańską wylewnością i fantazją. Wreszcie miałem możliwości posłuchać, jak z czystym, prawdziwym rozrzewnieniem miniatury Czajkowskiego gra zwycięzca Konkursu Czajkowskiego, jak szopenowskie Lento con gran expresione rozpływa się w mistycznych frazach i uniesieniach duszy, jak… mazurek D-dur grany jest z takim polotem, że aż chciałoby się wskoczyć na scenę i w takt mazura zatańczyć!"


Janusz Niżyński - forum "Kurier Szafarski"

czytaj dalej